You are here
Home > Napisałem

Skąd biorą się gównoburze? – efekt internetowego rozhamowania i ramy walki w rozmowie

Każdy, kto nie spędził ostatnich 15-stu lat w śpiączce wie, jak wyglądają dyskusje w internecie. Nie trzeba praktycznie żadnego powodu, by nawet najbardziej merytoryczna rozmowa zeszła do rynsztoka. Jak to się dzieje, że całkiem sensownie radzimy sobie w bezpośredniej komunikacji, ale gdy za pośrednika robi laptop, to nagle z wszystkich ust zaczyna lecieć piana? Dlaczego nawet (zdawałoby się) inteligentni i kulturalni ludzie potrafią napisać w komentarzu coś, czego nigdy nie powiedzieliby w zwyczajnej, analogowej dyskusji? Czy jest sposób, by w jakiś sposób promować cywilizowany dialog w sieci?

 

Środowisko społeczne kontroluje nasze zachowanie

Środowisko ma ogromny wpływ na to, jak się zachowujemy. W normalnej komunikacji twarzą-w-twarz jesteśmy otoczeni dużą ilością bodźców, które pełnią kontrolę nad naszymi poczynaniami. Zazwyczaj trzymamy się społecznych norm i staramy się robić wszystko, by było miło – poza rzadkimi przypadkami, raczej szukamy zrozumienia i nie obrażamy ludzi dla sportu. Mimika, ton głosu i postawa rozmówcy mówią nam dużo o tym, czy przekazaliśmy to, co chcieliśmy przekazać. Możliwość pojawienia się niemiłych uczuć, takich jak wstyd, niezręczność czy lęk, poważnie ogranicza chęć wchodzenia w konflikt. Rzadko kiedy rozmawiamy o poważnych tematach z kimś zupełnie nieznanym – zazwyczaj głębsze rozkminki poprzedza okres zapoznania się, budowania relacji i rozmów na tematy lżejsze, co pomaga w osiąganiu jakiegoś poziomu zrozumienia siebie nawzajem.

Niestety w internecie wszystko działa na opak. Mechanizmy, które w środowisku społecznym tłumią niestosowne zachowania, zaczynają szwankować, prowadząc do efektu internetowego rozhamowania (Online Disinhibition Effect) [1][2][3].

Co właściwie się wtedy dzieje?

Jazda bez społecznych hamulców

1. Anonimowość jest jednym z pierwszych czynników, który działa jak żwir między zębatkami społecznych mechanizmów. Niby na większości portali ma się jakąś profilówkę, imię oraz nazwisko, ale nikt nie wie, skąd przybywasz, jaką masz w tym momencie minę i jakim człowiekiem jesteś na co dzień – dalej pozostajesz częściowo incognito. Anonimowość daje +5 do odwagi i czasami spełnia to pozytywną rolę – pozwala otworzyć się osobom nieśmiałym czy porozmawiać o głębszych problemach. Jednak zbytnia „odwaga”, polegająca na obdarciu z użytecznych emocji wstydu, winy czy lęku sprawia, że tracimy bardzo przydatny, społeczny feedback. Anonimowość sprawia, że bez zbytnich reperkusji możemy zachowywać się inaczej niż zwykle – działa na nas do tego stopnia, że psychologowie nie boją się używać tu pojęcia dysocjacji (ang. dissociative anonymity)[2], czyli rozłączenia się tożsamości – tej rzeczywistej i tej on-line. Pięć minut anonimowości i nagle ułożony nastolatek zaczyna wypisywać obraźliwe komentarze na YouTube, a kochająca matka dwójki dzieci życzy komuś śmierci w męczarniach pod artykułem o odchudzaniu na Onecie. Magia!

2. Dezindywiduacja z kolei jest zjawiskiem, które polega na zastąpieniu własnej tożsamości tożsamością grupy [4]. Znienacka stajemy się członkami plemienia, które podziela nasze poglądy. A plemienność nie sprzyja sensownej dyskusji – rezygnujemy z wykorzystania własnego mózgu i jakiegokolwiek dialogu na rzecz tego, jak „nasi” potrafią dokopać „im” (więcej o plemienności pisałem tutaj) [5]. W normalnym świecie miernikiem prawdy są argumenty i dowody, niestety w świecie internetowych, plemiennych potyczek, miernikiem prawdy staje się ilość lajków i szerów. Mamy więc internetowy klasyk, w którym rozmowa bardzo szybko polaryzuje się między skrajności, w które nikt z osobna w sumie nie wierzy, ale które w grupie stają się mottem do wyhaftowania na sztandarze. A niech tylko ktoś z twojej drużyny spróbuje zrozumieć stanowisko wrogiej opcji albo, nie daj Darwinie, przyzna komuś rację – na takich zdrajców czeka specjalne miejsce w plemiennym piekle.

3. Odpowiedzialność zbiorowa – działając na kanwie plemienności, przejmujemy odpowiedzialność za słowa innych członków swojej grupy [6]. Siła całego systemu zależy więc od siły najsłabszego ogniwa, które pierwsze użyje jakiejś obelgi. W momencie, gdy inwektyw opuści jego klawiaturę, z automatu stajesz się współwinny (myślisz tak samo, jak twój współplemieniec), a przeciwna grupa dostaje podkładkę, by na agresję odpowiedzieć agresją i jeszcze bardziej wyeskalować problem (patrz: flejming). To jeden z mechanizmów, który sprawia, że trolling jest tak efektywny – nic tak nie legitymizuje przemocy na całej grupie, jak strategiczna prowokacja.

4. Flejming (ang. flaming / flame war) jest niczym innym, jak zjawiskiem eskalacji kłótni w internecie [7]. Większość merytorycznych rozmów schodzi prędzej czy później na zwykłe obelgi i personalne ataki. Flejming zaczyna się zazwyczaj małą różnicą w poglądach, następnie przechodzi coraz poważniejsze stadia erystyczne aż do momentu, w którym obraża się komuś rodzinę lub porównuje kogoś do Hitlera (tzw. argument Godwina, który automatycznie kończy każdą rozmowę). W połączeniu z dezindywiduowaną grupą tworzy piękny spektakl, w którym coraz to nowe ataki powodują kolejne stany zapalne i po chwili cała dyskusja płonie w nienawiści.

5. Porównania społeczne – cóż, jesteśmy społecznymi zwierzątkami i oceniamy swoją wartość przez porównywanie się z innymi – jednak robimy to na różne sposoby. Ludzi o wysokim poczuciu własnej wartości motywują porównania z lepszymi (pod jakimś konkretnym względem) od nich; z kolei ludzi o niskim poczuciu wartości lub w stanie choroby, zagrożenia czy po przeżytym właśnie paśmie niepowodzeń będą motywowały porównania w dół hierarchii [8][9] (btw. może stąd tak popularne są łorsoł szory i inne programy, pokazujące wszelkiej maści patologię). Jednak nic tak nie cieszy, jak porównanie z kimś lepszym (pod jakimś względem), kto gwałtownie spadł poniżej nas w hierarchii. Tyczy się to wszelkich skandali, w których znanym i lubianym podwinie się noga. Internet jest do tego świetnym narzędziem – w końcu każdy celebryta ma dziś pełen pakiet mediów społecznościowych, a wzięcie aktywnego udziału w linczu to kwestia napisania dosłownie paru słów. Tu hamulce nie istnieją.

6. Wysoki poziom abstrakcji również bardzo mocno pozbawia nas społecznych zahamowań. Najzwyczajniej w świecie nie widzimy efektów naszych działań – każda obelga, każdy atak, pozostaje jedynie zlepkami literek na ekranie. Nie widzimy ani emocji, ani bólu, ani lęku drugiej osoby, a to pozwala robić nam rzeczy, których normalnie nie zrobilibyśmy w bezpośredniej rozmowie.

 

Debata, dyskusja czy dialog?

To, w jakich ramach rozpatrujemy rozmowę z innymi, również wpływa na nasze zachowania. Ramowanie polega na przyjęciu odpowiedniej metafory lub analogii, które wpływają na to, jakich słów używamy, w jaki sposób interpretujemy sytuację oraz co tak na prawdę myślimy o danej sytuacji [10][11].

Debata działa w ramach walki. Celem debaty jest po prostu wygrać z przeciwnikiem – zniszczyć kogoś argumentami i zmasakrować żelazną logiką. Wygrywa nie ten, kto ma rację, tylko ten, kto sprawniejszy w zastosowaniu retorycznych i erystycznych technik – niekoniecznie etycznych, byleby skutecznych. Debata jest domeną rozmów w telewizji, gdzie liczą się parosekundowe przebitki i niszczycielskie pointy, które fajnie będą wyglądać w nagłówku typu: X ponownie zmasakrował Y. Wygrywa ten, kto bardziej dojedzie przeciwnika.

Dyskusja jest już trochę bardziej cywilizowaną formą debaty, którą zazwyczaj postrzega się w ramach wojny. Celem wojny nie jest tylko zniszczenie przeciwnika, ale w miarę możliwości również przekonanie go do swojej racji. Jednak dalej istnieje tu perspektywa zwyciężania – w końcu obala się argumenty, przygotowuje linię obrony, atakuje pozycję przeciwnika i tak dalej. Zmiana zdania lub ustąpienie w jakiejś kwestii odbierane jest jako przegrana.

Dialog dla odmiany może być postrzegany w ramach tańca. Tak jak w tańcu, druga osoba nie jest przeciwnikiem – jest partnerem, a naszym wspólnym celem jest wykonanie dobrego układu. Podstawą dialogu jest eksploracja swoich pomysłów, szukanie płaszczyzny porozumienia i zawieszenie przekonań w taki sposób, by wspólnie dojść do prawdy. Z dialogu wszyscy wychodzą bogatsi o nowe perspektywy i informacje, którą zaczerpnęli od innych. Zmiana zdania w wyniku dialogu jest super sprawą – w końcu jesteśmy bogatsi w nową wiedzę i odrobinę mniej w błędzie, niż wczoraj.

W internecie najczęściej przyjmuje się ramę walki – najwięcej lajeczków zawsze ląduje pod ciętą ripostą lub komentarzem, który kogoś zaorał. Co wytrwalsi silą się na argumentowanie i dłuższe wpisy, które mają zmienić czyjąś pozycję na dany temat. Tak czy siak, w tych ramach dalej są wygrani i przegrani – domyślnym celem jest zwycięstwo.

Jednak warto zadać sobie pytanie: co jest celem rozmowy, którą prowadzisz?

Jeśli z jakichś powodów chcesz wygrać i ponapawać się zwycięstwem, wybierz dyskusję.

Jeśli jednak chcesz dotrzeć do prawdy, wzbogacić się o czyjąś perspektywę i często zobaczyć zagadnienie w nowym świetle, wybierz dialog. Jeśli ze zwyczajnie ludzkich, empatycznych pobudek chcesz wyprowadzić kogoś z błędu, wybierz dialog. Jeśli chcesz promować idee, które mają sens, logikę i solidne empiryczne podstawy, wybierz dialog.

A jak to zrobić? Myślę, że w najbliższym czasie dużą część mojej działalności na That’s the Think będę poświęcał szukaniu odpowiedzi i wkrótce napiszę właśnie o tym.

 

Gdy wzywa obowiązek (xkcd.com/386/)

 

Źródła:

[1] J. Suler – The online disinhibition effect

[2] http://truecenterpublishing.com/psycyber/disinhibit.html

[3] https://en.wikipedia.org/wiki/Online_disinhibition_effect

[4] https://en.wikipedia.org/wiki/Deindividuation

[5] http://thatsthethink.pl/my-i-oni-czyli-troche-o-plemiennosci/

[6] https://en.wikipedia.org/wiki/Collective_responsibility / https://journals.gmu.edu/NandC/article/view/601

[7] https://en.wikipedia.org/wiki/Flaming_(Internet)

[8] https://en.wikipedia.org/wiki/Social_comparison_theory#Upward_and_downward_social_comparisons

[9] https://en.wikipedia.org/wiki/Tall_poppy_syndrome

[10] https://en.wikipedia.org/wiki/Framing_(social_sciences)

[11] https://www.greatplacetowork.com/blog/587-the-difference-between-debate-discussion-and-dialogue

 

 

Dodaj komentarz

Top