Błąd bazy danych WordPressa: [INSERT,UPDATE command denied to user 'tboczon_2'@'10.254.34.74' for table 'wp_options']
INSERT INTO `wp_options` (`option_name`, `option_value`, `autoload`) VALUES ('_transient_timeout_facebook_locale', '1513467765', 'no') ON DUPLICATE KEY UPDATE `option_name` = VALUES(`option_name`), `option_value` = VALUES(`option_value`), `autoload` = VALUES(`autoload`)

Błąd bazy danych WordPressa: [INSERT,UPDATE command denied to user 'tboczon_2'@'10.254.34.74' for table 'wp_options']
INSERT INTO `wp_options` (`option_name`, `option_value`, `autoload`) VALUES ('_transient_facebook_locale', 'pl_PL', 'no') ON DUPLICATE KEY UPDATE `option_name` = VALUES(`option_name`), `option_value` = VALUES(`option_value`), `autoload` = VALUES(`autoload`)

Błąd bazy danych WordPressa: [INSERT,UPDATE command denied to user 'tboczon_2'@'10.254.34.74' for table 'wp_options']
INSERT INTO `wp_options` (`option_name`, `option_value`, `autoload`) VALUES ('_transient_doing_cron', '1513381365.2393391132354736328125', 'yes') ON DUPLICATE KEY UPDATE `option_name` = VALUES(`option_name`), `option_value` = VALUES(`option_value`), `autoload` = VALUES(`autoload`)

O uchodźcach, przekonaniach i zdrowym sceptycyzmie | | THAT'S THE THINK
You are here
Home > Napisałem

O uchodźcach, przekonaniach i zdrowym sceptycyzmie

Dyskusja o uchodźcach jest dla mnie dyskusją szczególną, bo rzadko kiedy rozsądni, wykształceni i inteligentni ludzie potrafią sobie skakać do gardeł tak zaciekle, jak w tym przypadku. To swoisty fenomen, w którym zdrowy sceptycyzm, racjonalność i wzajemny szacunek giną pod nawałnicą emocji i frazesów. Czy da się w ogóle sensownie gadać na temat uchodźców?

Zainspirowany ostatnim medialnym poruszeniem w sprawach problemu imigracyjnego w Europie, postanowiłem ugryźć temat. Ale nie z perspektywy opiniotwórcy, politologa czy Janusza Wszystkowiedzącego. Nie mam zamiaru przekonywać kogoś do żadnej racji – zamierzam jedynie opisać parę psychologicznych mechanizmów, które grają istotną rolę w postrzeganiu, wnioskowaniu i budowaniu naszych przekonań. Celem tego artykułu, celem w sumie całej mojej działalności w That’s the Think, jest zasiać odrobinę zdrowego sceptycyzmu w Waszych głowach. Tak, aby po przeczytaniu zaswędziało gdzieś pod czaszką, a na usta pocisnęło się: „A może jest inaczej, niż myślę?”.

Zacznę od próby zdefiniowania słowa „uchodźca” (I). Potem powiem o tym, jak my – ludzie – nie pojmujemy rzeczy mocno kluczowych, a przeceniamy rzeczy mało istotne (II). Następnie napomknę trochę o potędze metafory i ramowaniu (III), formowaniu przekonań (IV) i w końcu zdradzę, co pomaga pogłębiać nasz własny proces myślowy i nabywać zdrowego sceptycyzmu (V).

Nie powiem jednak, co masz myśleć – cegiełki zostawiam na ziemi, poukładanie ich to już Twoja robota.

Kluczowe pytania

Na samym początku, prosiłbym Cię o odpowiedzenie sobie na poniższe pytania. Zastanów się dobrze, odpowiadaj szczerze i najlepiej zapisz gdzieś odpowiedzi – mogą przydać się potem 😉

  1. Z jakich źródeł (konkretnie) czerpiesz informacje o uchodźcach? Jak opisywani są w nich uchodźcy?
  2. Jakie historie, dotyczące uchodźców, najbardziej wryły Ci się w pamięć?
  3. Czy czytałaś (-eś) jakikolwiek raport / statystyki / badania, poruszające temat uchodźców?
  4. Jaka metafora, Twoim zdaniem, najlepiej opisuje kwestię uchodźców?
  5. Co o uchodźcach sądzą Twoi najbliżsi znajomi?
  6. Co musiałoby się stać, żebyś zmienił(a) zdanie?

I. O czym my tu w ogóle rozmawiamy?

Uchodźcy. Nielegalni imigranci. Ofiary wojny. Islamscy terroryści. Średniowieczna hołota, która nie zna naszej kultury. Zwyczajni ludzie, poszukujący lepszego miejsca do życia. To wszystko określenia, które zazwyczaj padają już po 30 sekundach od rozpoczęcia rozmowy na temat obecnej sytuacji w Europie. Dobrze jest więc ustalić, o czym mówimy, zanim zaczniemy mówić. Niby takie proste, a jednak większość dyskusji łamie swój intelektualny kręgosłup właśnie na odmiennych definicjach.

Chcę porozmawiać o uchodźcach, czyli ludziach, którzy „na skutek uzasadnionej obawy przed prześladowaniem z powodu swojej rasy, religii, narodowości, przekonań politycznych lub przynależności do określonej grupy społecznej zmuszona była opuścić kraj pochodzenia oraz która z powodu tych obaw nie może lub nie chce korzystać z ochrony swojego kraju” (1). Z drugiej strony, według cytowanej definicji, za uchodźcę nie może być uznana  osoba, która „traktowana jest przez kompetentne władze państwa, w którym osiedliła się, jako posiadająca prawa i obowiązki obywatela danego kraju (…), dopuściła się (lub istnieją poważne podstawy, aby tak sądzić) zbrodni przeciwko pokojowi, zbrodni wojennej lub zbrodni przeciwko ludzkości (…) dopuściła się poważnego przestępstwa pospolitego poza terytorium kraju, do którego ją przyjęto jako uchodźcę i przed tym przyjęciem” (dokładniej o tym tu). W przypadku obecnej sytuacji w Europie, większość uchodźców (czyt. osób spełniających powyższe kryteria) uciekło przed wojną w Syrii, ale część z nich opuściła swój kraj z powodu prześladowań na tle religijnym lub etnicznym (np. Irak, Iran, Afganistan, Somalia, Sudan, Erytrea czy Maroko).

Czy może być tak, że uchodźca zalicza się również do którejś innej z wymienionych kategorii? Może, jak najbardziej. Powiem więcej – możemy być praktycznie pewni, że jakaś część imigrantów będzie podszywała się pod uchodźców, a wśród nich może zdarzyć się ktoś, kto dokona jakiegoś strasznego przestępstwa.

Pytanie tylko, jak duża część i czy jest na tyle istotna, by przeciwważyć wszelkie humanitarne i moralne zobowiązania, które mamy jako cywilizowane społeczeństwo?

Precyzując więc odpowiedź na pytanie z nagłówka, rozmawiamy tu o bardzo dużej ilości uchodźców, liczbach 6- czy nawet 7-cyfrowych. Przy takich liczbach musimy sięgnąć do statystyki, bo tylko przy jej pomocy da się ogarnąć cały obraz. Z prozaicznego powodu – nie są to obszary w których nasze móżdżki by sobie jakoś wybitnie radziły. Dlaczego?

 

II. Słabi w liczby i mocni w historie

Nie ogarniamy dużych liczb. Serio. Nawet specjaliści, zajmujący się na co dzień statystyką, ba, wykładowcy uczący statystyki, miewają problemy z intuicyjnym zrozumieniem wniosków, płynących z analizy większych liczb w długim okresie, losowości, prawdopodobieństw, częstości, korelacji i przyczynowości (1, 2). Tak jak natura nie obdarzyła nas skrzydłami ani skrzelami, tak poskąpiła nam zdolności pojmowania większego obrazu rzeczywistości. Wymyśliliśmy więc samolot, by nadrobić brak skrzydeł; akwalung, by zrekompensować sobie brak skrzel; w końcu statystykę, by zacząć pojmować skomplikowane, wieloprzyczynowe i wieloletnie zjawiska. Tylko przy pomocy statystyki potrafimy wyjść poza nasze ograniczone horyzonty i zajrzeć do świata, który nie mieści się w polu widzenia, polu pamiętania czy polu zrozumienia. Stata jest takim umysłowym rusztowaniem, które pozwala wyłuskać z dużej liczby danych jakiekolwiek sensowne wnioski. Czy uchodźcy z Maroko są istotnie bardziej agresywni, niż rdzenni Szkoci? Czy odsetek gwałtów w populacji młodych imigrantów jest statystycznie większy niż w populacji młodych Węgrów? Czy grupa X robi coś bardziej niż Y? – to pytania, na które odpowiedzieć można tylko przy pomocy statystyki.

Ulubiony argument ludzi, którzy nigdy w życiu nie mieli ani godziny zajęć ze statystyki ani metodologii badań i szczerze nie mają pojęcia o czym mówią. Plz, stop it.

Z drugiej strony, natura znakomicie wyposażyła nas do rozumienia historii. Jesteśmy zwierzętami bajkolubnymi (#storytelling) – od zarania dziejów opowiadania spajały ludzi, przenosiły wiedzę z pokolenia na pokolenie i tworzyły kulturę (3). Rozumiemy rzeczywistość poprzez historie – staramy się ubierać rzeczy w logiczny ciąg przyczyn i skutków tak, by stworzył zrozumiałą opowieść. Nawet zaawansowane naukowe koncepcje staramy się zrozumieć, budując wokół nich narrację, ożywiając nieożywione i nadając sprawczość rzeczom, które się po prostu dzieją. Pogoda bywa kapryśnaekonomia przeżyła kryzys, ale powoli zdrowieje, a problem migracyjny przedstawiany jest jak historia powodzi – są fale imigrantów, obozy są wypełnione po brzegi i zaraz się przeleją, a „nasze chrześcijańskie wartości” (czymkolwiek one są) zostaną zaraz „zalane przez ideologię islamu” (czymkolwiek ona jest). 

 

Niestety, jakkolwiek byśmy tych historii dobrze nie ogarniali, tak historie nie są w stanie wystarczająco zobrazować realnego świata.

Weźmy dla przykładu trzy opowieści:

a) Ahmed żył z rodziną w malowniczej wioseczce, ale reżimowe wojsko zbombardowało jego dom i musiał uciekać.
b) Amira jako jedyna kobieta w rodzinie mówiła po angielsku, miała wykształcenie i rozwijała się zawodowo, ale częste prześladowanie i molestowanie sprawiło, że postanowiła przeprowadzić się do UK.
c) Amal postanowił skorzystać z okazji by osiedlić się gdzieś w Europie, skombinował więc podrobione syryjskie dokumenty i wyruszył w podróż.

Pierwsza historia przedstawia więc prawdziwego uchodźcę w potrzebie. Druga mówi o uchodźczyni, która słusznie korzysta z przysługującej jej możliwości emigracji. Trzecia pokazuje nadużycia, na jakie wrażliwy jest system imigracyjny. Ahmedów są tysiące, Amir są tysiące, Amali też są tysiące. Te historie nie mówią nam nic. A to dlatego, że w odpowiednio dużej grupie można znaleźć potwierdzenie wszystkiego, co byśmy sobie wymyślili.

Ekhm, CO?

Już śpieszę z wyjaśnieniem. Stwórzmy sobie hipotezę, na przykład: „Uchodźcy noszą fioletowe koszulki”. W milionowej populacji uchodźców na pewno zdarzy się parę przypadków w fioletowych koszulkach. Jednak my chcemy pójść o krok dalej: podkręćmy media do wyszukiwania fioletowych koszulek. Zapewnijmy im oglądalność i klikalność w momencie, gdy podchwycą narrację „fioletowych koszulek”. W niedługim czasie wytworzymy stereotyp uchodźcy we fioletowej koszulce i każdy „normalnie myślący” człowiek będzie wiedział, że ci uchodźcy to chodzą w tych fioletowych koszulach. Za chwilę pojawi się ktoś, kto mówi jak jest, żeby powiedzieć, że:

– No przecież tak jest! Otwórz oczy! Mówili w radiu, w telewizji i w internetach!

Sprawa ma się więc tak: rozumiemy historie, ale historie nie oddają dobrego obrazu rzeczywistości i są zbyt plastyczne – można nimi zobrazować praktycznie wszystko, co chcemy. Z kolei statystyki o wiele lepiej reprezentują rzeczywistość, ale ich nie rozumiemy.

Jeszcze raz, żeby wryło się w głowę:

w przypadku dużych grup 

historie są nieważne, ale zrozumiałe,

a statystyki są ważne, ale niezrozumiałe.

Tak więc bardzo łatwo nas przekonać (lub zmanipulować) pojedynczymi historyjkami, ale trudno już zmienić zdanie rzeczywistymi statystykami. Media pokazują wzruszające kadry płaczących dzieci albo rozwścieczony tłum młodych mężczyzn, plądrujący miasto. My potraktujemy wielomilionową populację jako coś, co da się opisać 5-sekundową migawką z wiadomości i na jej podstawie będziemy budować przekonanie o reszcie uchodźców / imigrantów / muzułmanów / <wpisz dowolne>.

Moja propozycja? Nie słuchać historyjek. W ogóle. Ani z jednej, ani z drugiej, ani z trzeciej strony – najzwyczajniej w świecie tworzą w naszych głowach nierealne, często sprzeczne obrazy rzeczywistości. Zamiast tego trzeba czytać badania, raporty i rzetelne opracowania tychże.

A jak sensownie patrzeć na statystyki? Po pierwsze, musimy sobie uzmysłowić, że shit happens. W tak ogromnej populacji możemy się spodziewać outlierów, czyli ekstremalnych przypadków, które nie reprezentują całej grupy. Jeśli potencjalni psychopaci stanowią 1% społeczeństwa (jak mogą sugerować wyniki badania Neumana i Hare), to w przypadku miliona uchodźców będzie ich 10 000. Nawet jeśli co dziesiąty z nich odpierdzieli coś niegodziwego, to media to podchwycą i ubiorą w narrację typu „SZOK! Imigranci to zwyrole! – zobacz zdjęcia”.

Ale podobnie dużo psychopatów może być w grupie miliona Duńczyków czy Polaków. Ja właśnie tak widzę problem terrorystów – to po prostu ekstremalne, niereprezentatywne przypadki, które dorastając w świecie islamu nakładają kamizelkę-samobójkę; wychowane w stanach, chwyciłyby za broń i poszły postrzelać w szkole; wychowane w chrześcijańskiej, XV-wiecznej Europie, wsławiłyby się męstwem w krucjacie. Deus vult, niech żyje kult.

III. Metafory, narracje i ramowanie

Wspominałem już parokrotnie o narracji i mediach. Czas wziąć więc na tapet i ten problem. Otóż gdy coś staje się abstrakcyjne, sięgamy do metafor, żeby nasz mózg mógł pojąć, o co chodzi.

Metafory pozwalają nam połączyć abstrakt z konkretem. Ktoś był silny, jak byk; ktoś inny zniknął, jak kamień w wodzie; coś wraca, jak bumerang. Poziom wyżej, metafory budują nam ramy, w których pojmujemy świat. Na przykład, dyskusja z drugą osobą może być jak walka (rozmówca to przeciwnik, bijemy się na argumenty, masakrujemy i triumfujemy), ale może być też jak taniec (rozmówca to partner, wspólnie dochodzimy do konstruktywnych wniosków, prowadzi raz jedna, raz druga osoba). Jeśli więc postrzegasz rozmowę w ramie walki, to nie będziesz nawet chcieć dojść do jakiegoś konstruktywnego rozwiązania – twoim celem będzie zaorać i wygrać. Jeśli jednak przestawisz się w ramę tańca, to i cel rozmowy i sposób, w jaki chcesz go osiągnąć, zmieni się na bardziej budujący i sensowny.

Widzisz więc, że gdy jesteśmy w ramie, to metafora ma znacząco wpływa na sposób, w jaki postrzegamy świat i myślimy. I podobnie ma się to do kwestii uchodźców. Sprawa jest dla dużej części ludzi totalnie abstrakcyjna – większość z nas nie musiała nigdy uciekać przed śmiercią, decydować się na podróż pontonem przez Morze Śródziemne czy żyć w świecie pełnym obcych ludzi i innej kultury. Skala problemu też jest abstrakcyjna – uchodźców są miliony, różne kraje proponują różne podejścia a media podchwytują ekstremalne przypadki i nagłaśniają je tak, że wydają się nam bardziej powszechne (więcej o roli mediów i heurystyce dostępności napisałem tutaj). Chcąc niechcąc, musimy wejść w jakąś ramę, żeby ogarnąć o co tu chodzi.

Mamy więc różne narracje. Z jednej strony, uchodźca to biedny tułacz. Jest głodny, umorusany na twarzy, niesie zawiniątko na patyku i robi oczy jak kot ze Shreka. Ten obraz trafia w miękkie, ale niestety szybko niknie, gdy widzimy młodych ludzi w czystych ubraniach, ze smarphonami. Przecież oni mieli być biedni! Patrz, ta koszulka nawet nie jest porwana! Ani śladu brudu na twarzy!? Jeśli istniejemy w ramie biednego tułacza, trudno nam zdać sobie sprawę, że to tacy sami ludzie, jak my – mieli domy, firmy, chodzili na imprezy i bawili się. Tylko ktoś im te domy zbombardował, zniszczył wszelkie ekonomiczne podstawy do prowadzenia biznesu i groził śmiercią na imprezie. Musieli więc uchodzić.

Z drugiej strony, uchodźców przedstawia się jako hordę orków, zalewającą Śródziemie by gwałcić, palić i rabować. To szare masy, które przyszły tu zgarniać socjal i islamizować. Istnienie w takiej ramie wyłącza jakąkolwiek sensowną dyskusję i sprowadza ją do tłumaczenia, jak dziecku, że nie, nie są orkami; nie, nie przyjechali tu gwałcić naszych kobiet (btw. bo my to już możemy gwałcić „nasze” kobiety); nie, nie będą wprowadzać zaraz szariatu (po coś uciekali od krajów, gdzie jest szariat, no nie?). Ta rama wyklucza jakiekolwiek racjonalne spojrzenie na realne problemy – w końcu ork jest winny bycia orkiem i kropka. Nie ma tu pola dla wątpliwości, zrozumienia, szukania źródeł problemów czy dostrzegania złożoności. W tymczasowych obozach szerzy się patologia? Może powinniśmy coś zrobić ze sposobem, w jaki są zarządzane albo pomyśleć nad zorganizowaniem jakieś zajmującej czas pracy. System świadczeń socjalnych sprawia, że ludzie masowo rezygnują z pracy na rzecz siedzenia na bezrobociu? Może trzeba uszczelnić system, a nie obwiniać ludzi, że z niego korzystają. Kolejny zamach terrorystyczny? Może ci, którzy uciekali przed radykalnym islamem we własnym kraju nie mają dużego związku z radykalnym islamem w innym kraju. To nie są definitywne odpowiedzi – chcę jedynie zaznaczyć, że przyjmując ramę orków-najeźdźców generujemy odpowiedzi zanim w ogóle zadamy pytanie. A to z sensownym podejściem nie ma za dużo wspólnego.

Kolejną ramą, która funkcjonuje w rozmowie o uchodźcach, jest rama prostych rozwiązań. Zakłada ona, że istnieje jedno proste rozwiązanie, tylko nikt na nie jeszcze nie wpadł, albo boi się go zastosować z powodu poprawności politycznej. To bardzo kusząca perspektywa, bo niczym spamowy banner w internecie pokazuje, że wystarczy jeden prosty sposób, by rozwiązać wszelkie problemy z kryzysem migracyjnym. Jak śpiewał kiedyś mistrz Łona: jasne myśli wprost z jasnych twarzy można czytać, same pewne odpowiedzi, żadnych pytań. Prawda jest jednak taka, że świat jest niesamowicie skomplikowany i komplikuje się jeszcze bardziej. Żadne rozwiązanie nie jest proste – każde pociąga lawinę konsekwencji, których nie jesteśmy w stanie przewidzieć. Niestety nasz mózg woli wierzyć, że istnieją proste rozwiązania – jest to kojące, daje poczucie kontroli i sprawczości.

Mamy więc różne narracje, które sprawiają, że różnie postrzegamy świat. To zabiera nas do czwartego punktu – tego, jak formujemy przekonania i co z tego wynika.

 

IV. Od faktów do przekonań, czy od przekonań do faktów?

Michael Shermer jest zawodowym sceptykiem. Można tak powiedzieć o psychologu i historyku nauki, który założył Stowarzyszenie Sceptyków, jest redaktorem magazynu Sceptyk i na chleb powszedni zarabia debunkując (czyt. demaskując, obalając, podważając) różne pseudonaukowe teorie. Jako naukowiec, bada mechanizmy formułowania, zmiany i (szczególnie) obrony naszych przekonań.

W książkach „The Believing Brain” i „Why People Believe Weird Things” (świetny TED tutaj), Shermer analizuje, dlaczego każdy, nawet najbardziej absurdalny pomysł potrafi zakorzenić się w naszych głowach (4,5). Niezależnie, czy wierzysz w reptilian, płaską ziemię, Jezusa, Freuda, elektromagnetyzm czy niewidzialną rękę rynku, sam mechanizm formowania się przekonań u wszystkich ludzi jest podobny.

Wydawałoby się, że my, logiczni i ogarnięci Homo (w końcu) Sapiens, zbieramy informacje, starannie kalkulujemy za i przeciw i na podstawie wyniku wyciągamy wnioski. Okazuje się jednak, że jest inaczej. Otóż zazwyczaj wnioskujemy na podstawie ograniczonej ilości informacji, wyznawanych przez nas wartości i narracji, która nas otacza. To wystarcza, by już lekko uformować naszą opinię na dany temat. Gdy jednak już zaczniemy w coś wierzyć, nasz mózg aktywnie wybiera rzeczy, które potwierdzałyby nasze przekonania, a odrzuca te, które nie pasują do naszej teorii. W ten sposób wpadamy w koleinę, którą sami aktywnie pogłębiamy i – na zasadzie pozytywnego sprzężenia zwrotnego – im bardziej wierzymy, tym bardziej wierzymy. Wiara zmienia się w pseudo-wiedzę i przekonanie o własnej słuszności – w końcu ciągle znajdujemy coś, co nas w niej utwierdza!

Efekt potwierdzenia, bo tak to się fachowo nazywa, dotyka wszystkich i jest po prostu częścią designu naszego mózgu. Problem jest tym większy, że inteligencja tu nie pomaga, a może nawet przeszkadzać. Najzwyczajniej w świecie, inteligentni ludzie potrafią lepiej znajdować wytłumaczenia i sprytniej bić się na argumenty. Jak pisze Shermer, nawet mądrzy ludzie potrafią racjonalizować swoje przekonania z niemądrych powodów.

Warto więc wiedzieć, że przekonania formułują nasze postrzeganie i skrzywiają to, jak odbieramy i dobieramy dostępne fakty. Ten przekonaniozależny realizm (belief-dependent realism) sprawia, że gdy do czegoś się już przekonamy, to tak trudno będzie nam patrzeć na to obiektywnie. Jeśli wpadniemy w którąś ramę, staniemy się wyczuleni na wszystko, co się w nią wpisuje, a ślepi na to, co by jej zaprzeczało. W wyniku dysonansu poznawczego nasz mózg przełącza się w tryb awaryjny i tymczasowo nakłada klapki na oczy.

Problem wzmaga fakt, że każdy z nas żyje w informacyjnym bąbelku. Jesteśmy otoczeni ludźmi o podobnym zdaniu, zbieramy informacje z podobnych źródeł i śpiewamy w podobnych tonacjach. Algorytmy Facebooka i Googla tylko podsycają to zjawisko – wybierają nam treści, z którymi się zgadzamy (bo będą się nam podobać), a chowają te, które mogłyby wprowadzić dyskomfort czy dysonans.

Podsumowując, nasze przekonania ogromnie wpływają na to, jak postrzegamy fakty. Wierzenie jest dla nas najnaturalniejszą rzeczą pod słońcem – trybem domyślnym, w którym działa nasz mózg; z kolei sceptycyzm jest ciężki, wymagający i nieintuicyjny. Poniekąd zakochujemy się we własnych przekonaniach i stajemy się ślepi na ich niedoskonałości.

 

V. Jak robić sens?

Jeśli nie zgubiłem Cię gdzieś po drodze i dalej jesteś ze mną to gratuluję – udało Ci się przejść przez przyśpieszony Kurs Zdrowego Sceptycyzmu, moduł: Drażliwe Tematy Społeczne!

Mam nadzieję, że udało mi się naszkicować, jak złożony jest problem kryzysu migracyjnego w Europie (swoją drogą „kryzys” też jest ciekawą ramą 😛 ). Większość mediów funkcjonuje na zasadach opowiadania historii, ale te średnio nadają się do opisu faktycznego stanu rzeczy. Zamiast tego, powinniśmy skupić się na tych źródłach, które obejmują szerszy obraz i są w stanie popierać tezy na poziomie badań i statystyk. Ramy, które tworzą i metafory, których używają, istotnie skrzywiają nasze postrzeganie i często przydaje się krok w tył (wyjścia z ramy), byśmy mogli znów iść wprzód i rozmawiać sensownie o rozwiązaniach. Właśnie, rozwiązaniach, których jest wiele i na pewno nie są łatwe.

Ale tak jak nie chciałem insynuować żadnych odpowiedzi, tak i wyciągnięcie wniosków z tego artykułu zostawię Tobie. W ramach podsumowania, spróbuj ponownie odpowiedzieć na pytania z początku artykułu. Ale ostrzegam – głowa może trochę parować, sporadycznie mogą zdarzać się niespodziewane ataki wątpliwości a na czole może przybyć parę zmarszczek. Taka już dola racjonalnego świra.

  1. Z jakich źródeł (konkretnie) czerpiesz informacje o uchodźcach? Jak opisywani są w nich uchodźcy?
  2. Jakie historie, dotyczące uchodźców, najbardziej wryły Ci się w pamięć?
  3. Czy czytałaś (-eś) jakikolwiek raport / statystyki / badania, poruszające temat uchodźców?
  4. Jaka metafora, Twoim zdaniem, najlepiej opisuje kwestię uchodźców?
  5. Co o uchodźcach sądzą Twoi najbliżsi znajomi?
  6. Co musiałoby się stać, żebyś zmienił(a) zdanie?

 

Przypisy:
1) Daniel Kahneman, Pułapki myślenia. O myśleniu szybkim i wolnym

2) Issues in Assessing Conceptual Understanding in Probability and Statistics (link)

3) Johnathan Gottschall – The Storytelling Animal: How Stories Make Us Human

4) Michael Shermer – The Believing Brain: From Ghosts and Gods to Politics and Conspiracies—How We Construct Beliefs and Reinforce Them as Truths

5) Michael Shermer – Why People Believe Weird Things

7 thoughts on “O uchodźcach, przekonaniach i zdrowym sceptycyzmie

  1. Ojala i alleluja by ten artykuł trafił do jak największej liczby osób, które zdecydują się przeczytać go w całości i ze zrozumieniem. (statystycznie, zależnie od badań – między 2 a 15% osób które zacznie czytać)

    Jeden komentarz tylko. Media kreują naszą rzeczywistość, ale to my je jesteśmy ich sponsorem (stwierdzenie to dotyczy oczywiście jedynie mediów, których dochody zależą od zainteresowania klientów ich formą, treścią i jakością) Jeśli bezpośrednio lub pośrednio wspieramy finansowo media (lub nawet poszczególne artykuły), które prezentują nacechowane emocjami historie zamiast popartyk statystykami analiz, to takie treści dostaniemy. Wybór źródeł informacji jest naszym wyborem. Problem polega na tym, że my naprawdę lubimy te historie, nacechowane emocjami metafory, proste odpowiedzi i gotowe opinie. Zresztą jest to coś o czym piszesz w tym artykule jak i w jednym z pierwszych na That’s the Think dotyczącym świadomego doboru feed’u na fejsie i na youtubie.

  2. Duża grupa dziennikarzy skupiła się na obronie najprężniej rozwijającej się religii na świecie a nie pamięta o ateistach w Pakistanie, Koptach w Egipcie albo o prawach homoseksualistów w Indonezji. Artykuł nie przedstawia żadnych danych statystycznych. Na stronie UHCR (Wysoki Komisarz Narodów Zjednoczonych do spraw Uchodźców) można znaleźć aktualne dane z których wynika, że zdecydowana większość imigrantów przybywających z Libii do Włoch pochodzi z krajów gdzie nie ma wojny np. Bangladesz – Syryjczyków jest zaledwie 8%. Artykuł pomija fakt, że surowe prawo religijne ma bardzo wysokie poparcie w wielu krajach z których pochodzą imigranci np. według danych PEW Research Center (dane z 2013 roku) ponad 60% Pakistańczyków popiera karę śmierci za apostazję (odejście od religii ). Radykalne poglądy w wielu społeczeństwach przekładają się na stanowione prawo dlatego w 13 krajach można dostać karę śmierci za apostazję (źródło huffingtonpost) a w kilku innych kończy się to na więzieniu.

    1. Masz kompletną rację – artykuł nie mówi nic o tych rzeczach, bo to nie artykuł o tych rzeczach 🙂

  3. Moje uwagi:

    1. W części „O czym my tu w ogóle rozmawiamy? ” po przetoczeniu definicji uchodźcy według Konwencji Genewskiej, zabrakło wyjaśnienia, kto według prawa uchodźcą nie jest.

    2. Zdanie: „W przypadku obecnej sytuacji w Europie, większość uchodźców uciekło przed wojną w Syrii, ale część z nich opuściła swój kraj z powodu prześladowań na tle religijnym lub etnicznym (np. Irak, Iran, Afganistan, Somalia, Sudan, Erytrea czy Maroko).” w sposób niezamierzony stało się ilustracją do części „Słabi w liczby i mocni w historie” oraz pułapką, w którą niepostrzeżenie wpadł autor tego tekstu.

    Pozdrawiam

    1. Ad. 1 Masz rację. Rzuciłem dokładniej okiem i faktycznie, definicja zawiera klauzule wykluczające – dopisałem to w tekście.
      Ad. 2 Nie zgodzę się – według danych UNHCR (1) w 2015 z uchodźców przybyłych do Europy 49% to Syryjczycy, 21% to Afgańczycy, a 8% to Irakijczycy. Według danych Eurostatu (2) w czterech kwartałach 2016 i w pierwszym kwartale 2017 dalej ponad połowa uchodźców pochodzi z Syrii, Afganistanu, Nigerii (też się kwalifikuje (3)) i Iraku. Jak najbardziej część z nich pewnie korzysta ekonomicznie z tej sytuacji, ale nie zmienia to faktu, że mają do tego pełne prawo.

      (1) http://www.unhcr.org/figures-at-a-glance.html / http://uchodzcy.info/infos/obecny-kryzys-migracyjny/
      (2) http://ec.europa.eu/eurostat/statistics-explained/index.php/File:First_time_asylum_applicants_in_the_EU-28_by_citizenship,_Q1_2016_%E2%80%93_Q1_2017_update.png / http://ec.europa.eu/eurostat/statistics-explained/index.php/Asylum_quarterly_report
      (3) http://www.bbc.com/news/world-africa-13949550

Dodaj komentarz

Top