Błąd bazy danych WordPressa: [INSERT,UPDATE command denied to user 'tboczon_2'@'10.254.34.74' for table 'wp_options']
INSERT INTO `wp_options` (`option_name`, `option_value`, `autoload`) VALUES ('_transient_timeout_facebook_locale', '1513467752', 'no') ON DUPLICATE KEY UPDATE `option_name` = VALUES(`option_name`), `option_value` = VALUES(`option_value`), `autoload` = VALUES(`autoload`)

Błąd bazy danych WordPressa: [INSERT,UPDATE command denied to user 'tboczon_2'@'10.254.34.74' for table 'wp_options']
INSERT INTO `wp_options` (`option_name`, `option_value`, `autoload`) VALUES ('_transient_facebook_locale', 'pl_PL', 'no') ON DUPLICATE KEY UPDATE `option_name` = VALUES(`option_name`), `option_value` = VALUES(`option_value`), `autoload` = VALUES(`autoload`)

Błąd bazy danych WordPressa: [INSERT,UPDATE command denied to user 'tboczon_2'@'10.254.34.74' for table 'wp_options']
INSERT INTO `wp_options` (`option_name`, `option_value`, `autoload`) VALUES ('_transient_doing_cron', '1513381352.9868240356445312500000', 'yes') ON DUPLICATE KEY UPDATE `option_name` = VALUES(`option_name`), `option_value` = VALUES(`option_value`), `autoload` = VALUES(`autoload`)

Jest ryzyko, ale czy możemy wybierać? – o przymusowych szczepieniach i wolnym wyborze | | THAT'S THE THINK
You are here
Home > Napisałem

Jest ryzyko, ale czy możemy wybierać? – o przymusowych szczepieniach i wolnym wyborze

3 czerwca 2017 w Warszawie odbył się marsz przeciwko przymusowi szczepień, zorganizowany przez ruch STOP NOP. Głównym hasłem całej akcji było „Jest ryzyko, musi być wybór„. Chodzi o to, że każde szczepienie niesie ze sobą nikłe ryzyko niepożądanego odczynu poszczepiennego (NOP), dlatego decyzja szczepić – nie szczepić powinna być wyborem rodzica. Na pierwszy rzut oka wygląda to w miarę sensownie. Pytanie, czy takie pozostaje po dokładniejszej analizie?

 

Ruch STOP NOP tytuuje się „Ogólnopolskim Stowarzyszeniem Wiedzy o Szczepieniach”. W swojej działalności prowadzi kampanie informacyjne o ryzyku, związanym z podawaniem szczepień i złych praktykach lekarskich. Problem jest jednak taki, że do pełnego obrazu „wiedzy o szczepieniach” brakuje mi w ich narracji najważniejszego – tego, co się dzieje, gdy ze szczepień się rezygnuje. Organizacja niby odcina się od ruchów antyszczepionkowych, ale antyszczepionkowe hasła widnieją na banerach podczas demonstracji a antyszczepionkowe argumenty padają podczas różnych wywiadów. No cóż, na czas tej dyskusji uwierzmy im na słowo. Nie zamierzam tu jednak wypowiadać się o całokształcie działalności STOP NOP – wolałbym odwołać się konkretnie do kampanii „Jest ryzyko, musi być wybór”. Bazuje ona na całkiem sensownych przesłankach, ale wnioski, które z nich wyciąga, już niekoniecznie robią sens (spolszczyłem sobie to make sense, a co).

Jest ryzyko

Ustalmy jasno – szczepienia niosą ze sobą ryzyko powikłań. Rzadkie, ale zawsze jakieś. Co więcej, nasz system nie jest idealny. To bardzo źle, że poszkodowane NOPem dzieciaki nie dostają pomocy prawnej ani finansowej; że system zgłaszania NOPów jest nieefektywny; że ogólnie diagnoza NOPu jest zagmatwaną sprawą; że mówienie o jakichkolwiek negatywnych skutkach szczepień jest piętnowane. Każda osoba, która wzięła udział w marszu, przeżyła historię potwierdzającą, że ze szczepieniami wiąże się ryzyko. Z tych wszystkich przesłanek łatwo wysnuć wniosek, że nie można narzucać ludziom szczepień i każdy powinien mieć prawo do własnego wyboru.

Pojawia się pytanie, czy na pewno?

 

Mój wybór?

Wyobraź sobie, że kupujesz samochód. Po miesiącu poszukiwań pojawiasz się w salonie, kładziesz na stół walizkę z pieniędzmi i oświadczasz z wielkim uśmiechem: biorę ten! Sprzedawca odwzajemnia uśmiech, wypisuje Ci kwit i wręcza kluczyki. Zmierzasz do automobilu, wyciągasz walizkę z narzędziami i bierzesz się za demontowanie układu hamulcowego.

– Przepraszam, drogi Panie, co Pan robi?

– A, demontuję hamulce. Uważam, że lepiej jeździ się bez.

– No ale jak to? Jeśli chce Pan brać udział w ruchu drogowym, musi mieć Pan hamulce! To kwestia bezpieczeństwa.

– Nie prawda! Mam znajomego, który kiedyś mocno zahamował i ktoś mu wjechał w bagażnik. Od tego czasu nie używam hamulców. Spowalniam silnikiem – to najbardziej naturalny sposób wytracania prędkości. 

– No ale Panie, przecież policja to od razu złapie i mandat da!

– No to im opowiem o tym znajomym, co mu w bagażnik wjechali. Ja nie zamierzam ryzykować i powinienem mieć wybór. Poza tym, żadne lobby hamulcowe nie będzie mi mówić, co mogę, a czego nie.

 

Abstrakcyjne? No właśnie. A jednak akcja STOP NOP proponuje podobnie uzasadniony”wolny wybór” w kwestii szczepień. Każde z nas, żyjąc we współczesnym społeczeństwie, musi godzić się na niektóre rzeczy. Musimy chodzić do szkoły, płacić podatki, przestrzegać prawa i szczepić się. Robimy to w wyniku społecznej umowy, która jest wynikiem bilansu korzyści i strat. Jednak akcja STOP NOP ma na celu wprowadzenie tu zmiany. W wywiadzie Justyna Socha, przewodnicząca organizacji, mówi: „Odczepcie się od naszych decyzji, tylko my ponosimy ich konsekwencje„.

Pojawia się więc drugie pytanie – czy na prawdę „tylko my”?

 

Konsekwencje ponoszą wszyscy

Nie chcę w żaden sposób bagatelizować tragedii, z którymi borykają się rodziny dzieci z NOPami, jednak w stawce jest o wiele więcej niż same NOPy.

Zniesienie obowiązku szczepień prowadzi do zmniejszenia ilości szczepień, tyle i aż tyle. Aktualnie wszystkie zdrowie dzieci powinny być zaszczepione, a to, co STOP NOP nazywa „wyborem” jest właśnie rezygnacją ze szczepienia. To znaczy, że ludzie będą rezygnować z ponad 99% „rabatu” jaki dają nam szczepionki na rachunku śmierci spowodowanych przez większość chorób. Owszem, nieszczepienie rozwiązuje problem NOP, natomiast w dziwny sposób zapomina wliczyć do równania wszystkich powikłań i śmierci, spowodowanych przez polio, sepsę, zapalenie wątroby, meningokokowe zapalenie opon mózgowych (i płuc, i zatok, i spojówek, i osierdzia, i stawów), ospę, świnkę, odrę, tężec, błonicę, krztusiec, różyczkę czy grypę. Pamiętasz, jak któryś twój znajomy umarł na którąkolwiek z tych chorób? No własnie. Szczepionki.

Kolejną kwestią jest obniżanie odporności zbiorowej. Otóż im więcej ludzi jest zaszczepionych przeciwko chorobie X, tym trudniej ta choroba się rozprzestrzenia po innych ludziach (świetnie obrazuje to ten filmik). Każda zaszczepiona osoba staje się przeszkodą na drodze powstającej epidemii, jeśli więc udaje się osiągnąć odpowiedni poziom wyszczepialności w populacji, bakterie nie mają wystarczającej ilości żywicieli i wypadają z gry. Wolność decydowania umożliwia jednak scenariusz, w którym nieracjonalni ludzie podejmują nieracjonalne decyzje. Włączy się efekt gapowicza, podczas którego ludzie będą korzystać ze wspólnego dobra (odporność zbiorowa), ale nie będą sami się do niej dokładać. Odporność zbiorowa spadnie poniżej krytycznego progu, co poskutkuje powrotem wszelkich chorób, które uznaliśmy za wyeliminowane. Wrócą epidemie, NFZ zbankrutuje pod kosztem długotrwałego i kosztownego leczenia, a najczęstszym zamówieniem w domach pogrzebowych stanie się trumna w rozmiarze S dla dzieci „z własnego wyboru”.

Rysuje się nam więc trochę inny obraz rzeczywistości. Z jednej strony, widzimy tragedię rodzin, które padły ofiarą niepożądanych odczynów poszczepiennych. Jednak po drugiej stronie są wszystkie śmierci, do których nie doszło dzięki szczepieniom. Jeśli chodzi o liczby, kiedyś błonica zabijała 1 na 11 chorych, dzisiaj zabija 0; krztusiec 1 na 50, teraz 0; polio 1 na 10-15, teraz 0. Tężec uśmiercał 3/4 zakażonych, teraz tylko 1 na 400 (więcej danych tu). Pokazuje to skalę problemu, który rozwiązują szczepionki.

Tragedia osób, które brały udział w marszu, ma jasną przyczynę – zły system. Nie zamierzam bronić złych praktyk, bo się zdarzają i zbierają swoje żniwo. Jednak decyzja o nieszczepieniu też ma swoje konsekwencje, które, statystycznie, są o wiele gorsze. Akcja STOP NOP nie uwzględnia większego obrazu swojego pomysłu. Filozofia „nasze decyzje – nasze konsekwencje” jest krótkowzroczna, o ile nie zwodnicza. Teraz nie ma kto płacić za sporadyczne NOPy, czy w przyszłości będzie kto miał płacić za epidemie, długotrwałe leczenie i hospitalizację? 

 

Ja tylko informuję

Pierwszy zakup samochodu trochę nie wypalił. Z nową wiedzą i świeżym spojrzeniem na świat, postanawiasz jednak jeździć z tymi hamulcami. Ponownie pojawiasz się w salonie i znów oświadczasz z wielkim uśmiechem: biorę ten! Sprzedawca odwzajemnia uśmiech i zaprasza Cię do biura w celu załatwienia formalności. Najpierw podaje Ci broszurę, w której wyszczególnione są podzespoły wybranego modelu, pełna instrukcja obsługi oraz spis wszelkich rzeczy, które mogą zdarzyć się z Twoim ciałem w wyniku wypadku. Gdy unosisz z zaskoczenia brew, sprzedawca zaczyna:

– Samochód jest wyrobem motoryzacyjnym, z którym wiążą się dwa rodzaje ryzyka: ryzyko, że produkt nie zadziała i ryzyko, że produkt spowoduje szkody dla organizmu. W poprzednim roku 1 kierowca na 330 uległ wypadkowi, a łącznie 3026 umarło. Z 0,3%  prawodopodobieństwem może Pan naciągnąć jakiś mięsień, zwichnąć lub połamać kończynę, nabawić się siniaków, zadrapań i obić; poważnie uszkodzić narządy wewnętrzne; w końcu zostać inwalidą do końca życia lub umrzeć w wyniku: przeciążenia, złamania kręgosłupa, krwotoku wewnętrznego, utopienia się w rzece lub spłonięcia żywcem we wraku (zainspirowałem się tym)

W tym momencie otwierają się drzwi, wjeżdża dziecko na wózku inwalidzkim.

– To Lucjan. Jego rodzice nie byli świadomi zagrożeń, które wynikają z jeżdżenia samochodem. Gdyby wiedzieli, Lucjan zapewne grałby z kolegami w piłkę. Niestety, lobby motoryzacyjne ukrywa przed ludźmi fakt, że jeżdżenie samochodem może prowadzić do paraliżu a nawet śmierci. 

Lucjan zaczyna płakać. Jesteś w szoku. Niby zawsze miałeś świadomość, że wypadki się zdarzają, ale to jest za grube. Szkoda dzieciaka. Niby 0,3%, a jednak się zdarza. Tobie też to może się przydarzyć!

Technicznie, nie było w tym komunikacie nic złego. Czysta informacja, podparcie statystykami i osobą Lucjana, pełna przejrzystość. Z jakiegoś powodu jednak czujesz, że jest źle. Odpowiednia mikstura emocji, ramowania i bezpośredniego odniesienia się do Twojej osoby wyrzuca do krwi adrenalinę, przyśpiesza tętno, rozszerza oczy i poci dłonie.

Jak się czujesz, tak szczerze? Czy Twoim zdaniem sprzedawca właśnie Cię poinformował? Czy raczej nastraszył? A może zmanipulował? Czy jesteś w stanie rozsądnie odnieść prawdopodobieństwa, statystyki i częstości do swojego życia i podjąć racjonalną decyzję?

Ja bym nie był. A walić ten samochód, nie warto. Niestety, akcje „informacyjne” STOP NOP tak wyglądają. Gdyby odczytano mi całą listę bardzo rzadkich działań niepożądanych, potem dano świadectwo płaczącej matki a na końcu zaprezentowano poszkodowane dziecko, raczej nie podjąłbym sensownej decyzji. Emocje przesłoniłyby statystyki, które grają grubo na korzyść szczepień (dla porównania, NOPy zdarzają się 20 razy rzadziej niż wypadki samochodowe i są setki razy mniej śmiertelne [1][2][3][4]).

Oto unaocznił się ostatni problem: „informowanie” o skutkach ubocznych w ten sposób nie jest informowaniem, jest manipulacją. Dlaczego? Bo ludzie nie rozumieją statystyk, bo są awersyjni do ryzyka, bo będą szukać potwierdzenia swoich lęków, pragną prostych odpowiedzi, bo ulegają ramowaniu, bo są podatni na heurystykę dostępności i tak dalej (skrócona lista tu, dłuższa tu). Jednym słowem, ludzie nie są w stanie podejmować racjonalnych decyzji, szczególnie wtedy, gdy działają silne emocje. Zaprezentowanie wylęknionemu rodzicowi informacji, że „Szczepionka X powoduje niepożądany odczyn poszczepienny raz na 1 000 000, z czego ciężkie przypadki stanowią tylko 0,1% wszystkich NOPów” jest odbierana jako „O KU*WA, moje DZIECKO może zaraz dostać NOP i do końca życia jeździć na wózku„.

 

Podsumowanie

Chciałbym, żebyśmy się zrozumieli – pojmuję tragedię rodzin, które protestowały. Każda osoba ma za sobą pechowy epizod, który spowodował, że znalazła się na marszu STOP NOP. Jednak dotkliwe, osobiste historie nie opisują całego obrazu i nie generalizują się na populację. To znaczy, że innym ludziom prawdopodobnie nie stanie się to, co stało się tobie. Za to o wiele bardziej prawdopodobne jest to, że stanie się coś gorszego w przypadku zrezygnowania ze szczepienia.

Oczywiście, że obywatele powinni podejmować własne, racjonalne decyzje. Ale w tak emocjonalnych sprawach nie będą one ani racjonalne, ani własne. Będą wynikiem kampanii strachu, krótkowzroczności, niezrozumienia statystyki i zwykłego niefarta.

Tak więc, drogi STOP NOPowcu, pozwolę sobie sparafrazować: jest ryzyko, ale wybacz, wybór nie należy do Ciebie. Odpowiedź na pytanie: „szczepić czy nie szczepić” brzmi „szczepić”. Kiedy, w jaki sposób i czym, jest już kolejną kwestią.

6 thoughts on “Jest ryzyko, ale czy możemy wybierać? – o przymusowych szczepieniach i wolnym wyborze

  1. Bardzo dziękuję za przejrzystą argumentację i wartościowe odnośniki.
    Chciałam prosić o zgodę Autora na udostępnianie w ramach praktyki lekarskiej w gabinecie POZ,
    Joanna Martynuska, specjalista pediatra

  2. W artykule zauważam przegięcie w drugą stronę. Oczywiście zdecydowanie mniej groźne niż przypadki w nim omówione. Chodzi o brak zróżnicowania szczepionek. O ile w 100% zgadzam się z autorem w konieczności stosowania obowiązkowych szczepień małych dzieci włącznie z niemowlakami, o tyle pohukiwania niektórych lekarzy na nieszczepiących się dorosłych np. przeciwko grypie, uważam za zdecydowanie niestosowne. Jestem pewien, że w całej kampanii p.grypowej dominuje prawie wyłącznie chęć zysku. Żeby szczepionka była skuteczna musi dotyczyć konkretnej odmiany grypy. Niestety choroba ta ma tak wiele odmian i mutacji, że wyprodukowanie uniwersalnej i skutecznej szczepionki jest praktycznie niemożliwe. I właśnie takie kłamliwe kampanie robią najwięcej złego.

    1. Artykuł dotyczy obowiązkowych szczepień dla dzieci, wśród których nie ma szczepionki na grypę 🙂 jeśli przegiąłem, to bardzo przepraszam –
      chciałem tylko zobrazować to, jak w naszym społeczeństwie fetyszyzuje się „wolny wybór”. Po prostu – prawdziwy wolny wybór moglibyśmy mieć jako racjonalni eksperci, którymi (w duuuuużej większości) nie jesteśmy 🙂

  3. Osobiście rozumiem te wszystkie bzdury wypisywane i wygadywane przez pseudo-naukowców ze stopNOP, jednak z drugiej strony rozumiem też rodziców, którzy mają prawo nie zgadzać się na ciastko na margarynie i białym cukrze, bo woleliby ciastko na wiejskim maśle i cukrze brzozowym… natomiast te wszystkie ruchy robią więcej czarnej roboty, niż im się wydaje. Sam zdecydowałem się póki co dzieci nie szczepić. Poczekam na ciastko na maśle i brzozie… Pozdrawiam serdecznie, z szacunkiem, MH

  4. Gratuluję autorowi zarówno umiejętności analizowania, edukowania i argumentowania, jak i podawania źródeł informacji. Jak zwykle, naukowo i obiektywnie, o ważnych problemach społecznych.

Dodaj komentarz

Top