Błąd bazy danych WordPressa: [INSERT,UPDATE command denied to user 'tboczon_2'@'10.254.34.74' for table 'wp_options']
INSERT INTO `wp_options` (`option_name`, `option_value`, `autoload`) VALUES ('_transient_timeout_facebook_locale', '1513467726', 'no') ON DUPLICATE KEY UPDATE `option_name` = VALUES(`option_name`), `option_value` = VALUES(`option_value`), `autoload` = VALUES(`autoload`)

Błąd bazy danych WordPressa: [INSERT,UPDATE command denied to user 'tboczon_2'@'10.254.34.74' for table 'wp_options']
INSERT INTO `wp_options` (`option_name`, `option_value`, `autoload`) VALUES ('_transient_facebook_locale', 'pl_PL', 'no') ON DUPLICATE KEY UPDATE `option_name` = VALUES(`option_name`), `option_value` = VALUES(`option_value`), `autoload` = VALUES(`autoload`)

Błąd bazy danych WordPressa: [INSERT,UPDATE command denied to user 'tboczon_2'@'10.254.34.74' for table 'wp_options']
INSERT INTO `wp_options` (`option_name`, `option_value`, `autoload`) VALUES ('_transient_doing_cron', '1513381326.7611479759216308593750', 'yes') ON DUPLICATE KEY UPDATE `option_name` = VALUES(`option_name`), `option_value` = VALUES(`option_value`), `autoload` = VALUES(`autoload`)

Jak pomagać innym i samemu być szcześliwym? | THAT'S THE THINK
You are here
Home > Napisałem

Jak pomagać?

Jest wiele powodów, dla których ludzie pomagają innym. Pomaganie jest miłe, dobrze postrzegane i szlachetne. Ale pomagać też trzeba z głową. Jak robić to sensownie i efektywnie?

 

Na That’s the Think staram się promować w miarę sensowne podejście do życia. Uważam, że pomaganie innym jest jedną z czynności, które po prostu warto robić. My, ludzie, jesteśmy gdzie jesteśmy, bo potrafiliśmy sobie pomagać. Wzajemne wsparcie jest obecne w każdej kulturze, jest zaprogramowane w każdym mózgu, jest wyryte w naszych genach. Chcę jednak podjąć dyskusję, w jaki sposób pomagać i zaproponować całkiem ogarnięty sposób na to, by nasze wsparcie było 1) spójne z wartościami, 2) efektywne, 3) odporne na manipulację i nasze umysłowe niedoskonałości.

[Zastanawiałem się, czy nie nagrać tego jako odcinka na YouTube, ale stwierdziłem, że jeszcze nie teraz. Temat jest na tyle szeroki, że zostawię go na razie w otwartej formie – z czasem będę dopisywał kolejne części i układał sobie (i Tobie) to wszystko w głowie. Możesz potraktować ten artykuł jako zestaw przydatnych wskazówek, ale jak najbardziej zapraszam do niezgodzenia się ze mną. W końcu sam mogę nie widzieć całego obrazu i każdy konstruktywny komentarz może wnieść dużo ciekawego 🙂 ]

Dlaczego pomagamy?

Na podstawowym, egoistycznym poziomie, pomaganie sprawia, że po prostu czujemy się dobrze.  Z wielu powodów – psycholodzy ewolucyjni tłumaczyliby to mechanizmami odwzajemnionego altruizmu, który wykształciliśmy na drodze ewolucji; behawioryści – parowaniem zachowania (pomaganie) z nagrodą (uśmiech, wdzięczność, reakcja emocjonalna); psycholodzy społeczni – spełnianiem odpowiednich norm; humanistyczni – spełnianiem naszych wewnętrznych potrzeb. Faktem jest jednak to, że pomaganie budzi w nas pozytywne emocje. Sprawia, że czujemy się potrzebni, wartościowi i dobrzy. Oprócz niektórych przypadków, praktycznie wszyscy czerpiemy radość ze sprawiania radości innym.

Na wyższym levelu, pomaganie jest przejściem z egoizmu do altruizmu. Pomagamy, bo tak powinno się robić. Bo pragniemy żyć w świecie, w którym można na siebie liczyć, a ludzie są ogólnie dobrzy. Bo jesteśmy świadomi niesprawiedliwości, które dzieją się wokół nas i chcemy coś zmienić. Wspieranie innych staje się wartością samą w sobie i nawet w świecie, w którym rządzi kult jednostki, potrafimy wyjść poza własny ogródek.

Skąd wiemy, jak pomagać?

Poruszanie tematów z dziedziny etyki i moralności jest trudne. W końcu jeśli podskórnie czujemy, że coś jest dobre, to raczej jest dobre, no nie? Niekoniecznie. Nasza wizja świata jest zakrzywiona przez wiele czynników – mamy swoje przekonania, kierujemy się emocjami, często nie potrafimy przewidzieć długotrwałych skutków naszych działań i jesteśmy podatni na manipulację. Przez długi czas twierdzono, że nauka dostarcza odpowiedzi na pytanie jak jest i nie ma prawa mówić: jak powinno byćTo znaczy, że nie naukowcy mogą obserwować i badać świat, ale nie mają prawa dawać wskazówek w kwestiach etyki i moralności. Jednym słowem twierdzono, że nauka bada, jak żyjemy, ale nie może nam mówić, jak żyć.

Jednak rolą nauki jest eksplorować przekonania, wychodzić poza ludowe mądrości i nasze doświadczanie świata, pytać: dlaczego? czy na pewno? a może jest inaczej, niż myślisz? W ten sposób wzbijamy się ponad nasze niedoskonałości, oceny i uprzedzenia. I czasem dochodzimy do całkiem nieoczekiwanych wniosków. Dowiadujemy się nagle, że moralny kompas, regulowany przez tysiące lat przez kapłanów, filozofów i opinię społeczną, nie jest do końca sprawnym narzędziem.

W świecie biologii molekularnej, neuroobrazowania i wieloletnich badań kohortowych, nauka jest w stanie wskazywać nam, co jest dla nas dobre, a co złe. I tak też robi w przypadku pomagania. Niektóre zachowania wydają się nam dobre, ale w dużym rozrachunku są nieetyczne, za to coś, co może wydawać się wyrachowane i złe, w większym obrazie okazuje się być najlepszym rozwiązaniem z moralnego punktu widzenia. Przykład?

 

Pułapki empatii

W swojej kontrowersyjnej książce „Przeciw empatii. Argumenty za racjonalnym współczuciem” psycholog, Paul Bloom pisze o pułapkach, w które możemy wpaść, gdy pomagamy. Przede wszystkim, istotnie rozróżnia słowo”empatia” od „współczucia” – to pierwsze bazuje na emocjach, z kolei to drugie na intelekcie i racjonalnej ocenie zjawiska. Mechanizm empatii wyewoluował w świecie, w którym był niezbędny do dobrego życia w grupie – pozwał nam czuć, co czują inni, zespajać się z grupą  (więcej o plemienności napisałem tutaj) i podejmować szybkie decyzje. Jednak emocje to emocje – w dzisiejszym świecie empatia sprawia, że podejmujemy nieracjonalne decyzje, potrafimy eskalować problemy i wyczerpujemy się psychicznie. Empatia jest tendencyjna i skrzywiona przez wiele czynników; potrafi zaślepić prawidłowy osąd sytuacji czy nawet motywować nas do okrucieństwa. Prawdziwie dobre, moralne decyzje możemy podejmować tylko wtedy, gdy upgrade’jemy emocjonalną empatię do racjonalnego współczucia

[To bardzo skomplikowany temat i przedstawiłem go w zarysie. Jeśli chcesz dowiedzieć się więcej, sprawdź książkę albo zobacz któryś z wywiadów z autorem: tu, tu czy tu.]

A skąd to wiemy? Są badania, które pokazują na przykład, że bardziej empatyzujemy z ludźmi, którzy są do nas podobni, co znaczy, że będziemy mniej skorzy pomagać ludziom w innym wieku, o innej płci czy kolorze skóry. Z kolei bardzo mało empatii wzbudzają w nas ludzie, których nie lubimy, nie znamy, a już w ogóle zapomnieć mogą o naszej pomocy ci, którzy nas brzydzą. Inne badanie pokazuje, że jeśli na reklamie fundacji jest jedno dziecko – damy tam dużo pieniędzy; jeśli do tego zdjęcia wkleimy kolegę i koleżankę – damy mniej pieniędzy; jeśli dzieci zrobi się sporo – rzucimy najwyżej zeta na odczepnego. Kolejny eksperyment pokazuje, że najlepiej w ogóle nie wspominać o skali problemu – cyferki sprawiają, że ludzie zaczynają czuć się bezradni i przestają pomagać. I tu rysuje się bardzo istotna kwestia – emocjonalna empatia niezwykle nas obciąża i może szybko wyczerpać. Jeśli nie mamy wyrobionych umiejętności intelektualnego współodczuwania, stajemy się niezdolni do podejmowania sensownych decyzji. Zniechęcamy się, wyłączamy i uciekamy od problemu jak spłoszone sarenki.

Totalnie nie potrafimy empatyzować ze statystykami, a tak się składa, że statystyki pokazują świat o wiele lepiej niż zdjęcia czy anegdoty. Istnieją tematy, które są niezwykle istotne, ale nie są wystarczająco interesujące (lub, jak to mówią amerykanie, „sexy”), żebyśmy je wspierali. Dobrze ilustruje to poniższy obrazek: po prawej widzimy, ile ludzi umiera rocznie w USA z konkretnego powodu, a po lewej mamy, ile pieniędzy udaje się zebrać na profilaktykę. Rak piersi i rak prostaty są najbardziej nośne i zbierają najwięcej darowizn – kobiety empatyzują z kobietami w walce o kobiece sprawy, mężczyźni z mężczyznami o męskie, a reszta (często ważniejszych!) problemów jest spychana na dalszy plan.

Przyznasz więc, że empatia też nie jest najlepszym moralnym kompasem. Może nas motywować, ale sama w sobie nie jest wystarczająca, by podejmować dobre decyzje. W sukurs przychodzi intelektualne współodczuwanie. Słowa klucze: #dystans, #sceptycyzm i umiejętność #krytycznego spojrzenia na sprawę. Chłodna kalkulacja może się wydawać obdarta ze szlachetności, jednak uważam, że tylko chłodna kalkulacja potrafi zmienić „chciałem dobrze” na „zrobiłem dobrze”.

 

 Kalkulacja pomagania

Bez kropli cynizmu i ironii, pomaganie trzeba przemyśleć. Jest to najłatwiejszy sposób, by unikać pułapek empatii i podejmować dobre decyzje. W tym samym czasie jestem jak najbardziej świadomy, że nie możemy się odciąć od naszych emocji – uwzględniam je więc jako część równania. W żaden sposób też nie sądzę, że istnieją jakieś obiektywne metody ustalenia tego, który cel będzie dla Ciebie ważniejszy – ważne, by cel był spójny z wartościami, które wyznajesz. Nie musisz być też Bono czy Billem Gates’em, by Twoje wsparcie miało sens – przecież każde morze składa się finalnie z dużej ilości kropelek.

 

Moja kalkulacja wygląda następująco:

1. Zastanów się, komu chcesz pomóc

Wiem, to nie będzie łatwe – czasami trudno określić czy ważniejsze będą dla Ciebie praw kobiet w krajach trzeciego świata, dostęp do edukacji czy wspieranie schronisk dla zwierząt. Tu właśnie przydaje się chwilowe odcięcie od emocji i na prawdę głęboki, racjonalny wgląd we własne ideały. Dla ułatwienia zrób tak: wypisz najbardziej istotne dla Ciebie cele i pomyśl, jaką część ze 100 złotych przeznaczył(a)byś na każdy z nich. W ten sposób dowiesz się, jaki procent pieniędzy/czasu/energii warto przeznaczyć na daną inicjatywę, by było to spójne z Twoimi przekonaniami.

Warto również pamiętać, że pomaganie jest patrzeniem w przyszłość. Wyobraź więc sobie, że jako znany filantrop-miliarder przekazujesz bardzo dużą kwotę na daną fundację. Jak zmieniłby się świat? Jak by wyglądał za 5, 10, 15 lat? To bardzo przydatna rozkminka, bo uwidacznia długoterminowe efekty Twoich działań.

 

2. Zdobądź kapitał

Pierwsze, co przychodzi na myśl, to pieniądze. To wszystko kwestia Twojego wyboru – po prostu rzetelnie policz, ile pieniędzy jesteś w stanie przeznaczyć na pomaganie. Może być to stały procent Twoich miesięcznych zarobków. Może być to równowartość jednego wyjścia na miasto lub jednego shoppingu, na który nie pójdziesz. Nie oszukujmy się – każde z nas ma coś, z czego może bez bólu zrezygnować. Moja druga połówka wymyśliła na przykład taką zasadę, że za każdym razem, gdy weźmie ją chęć na kupienie czegoś na poprawę humoru, to od razu wchodzi na konto i puszcza przelew do Unicefu. Radość taka sama, szafa pod kontrolą, win-win 🙂

Kolejnym pomysłem jest organizowanie zbiórek „przy okazji”. Zamiast urodzinowej zrzuty na kolejny niepotrzebny pierdół, zbieraj koperty do puszki, by potem przekazać je na szczytny cel. Zamiast wyjścia do restauracji, zaproś znajomych na wspólne gotowanie i również wystaw koszyczek. Grunt, by popularyzować takie inicjatywy i korzystać z każdej okazji, by robić dobre rzeczy.

Ale pieniądze to nie wszystko! Kapitałem może być Twój czas i zaangażowanie. Możesz zorganizować zbiórkę ubrań, wziąć udział w programie wolontariackim czy promować posty fundacji w mediach społecznościowych. W internetach krążą śmieszki, że twoje lajki nic nie dają, ale jednak dają – każda interakcja z postami fundacji czy NGOsa sprawia, że jest on widoczny dla szerszej publiki i może trafić do większej ilości ludzi. Polub, udostępnij, skomentuj – to przecież sekunda roboty!
3. Przelicz, ile warta będzie Twoja złotówka.

Z jednej strony warto wspierać lokalne inicjatywy – w końcu pomaganie na własnym podwórku jest niezwykle motywujące, łatwo nim zarażać innych i może przełożyć się bezpośrednio na Twoje życie. Z drugiej strony warto się zastanowić, gdzie Twoja pomoc będzie miała większy wpływ. Sto złotych w Polsce wystarczy na zakup jedzenia na tydzień, ale już w którymś z Afrykańskich krajów zapewni jedzenia na miesiąc. Podobnie ma się kwestia pracy do zarobków – kilka godzin pracy fizycznej na budowie pozwoli zarobić Ci na szkolny podręcznik, za to Kambodżanin musiałby pracować na to równie ciężko, ale przez tydzień. Ekonomiści wymyślili mnóstwo sposobów na przeliczanie realnej wartości pieniądza, można więc na przykład skorzystać z tej tabelki i podzielić wynik Polski (czy któregokolwiek kraju, w którym zarabiasz) przez wynik kraju, do którego mają polecieć Twoje pieniądze.

 

4. Wspieraj konsekwentnie, a nie z doskoku
Z pomaganiem jest jak z odchudzaniem – zasada „raz a dobrze” nie jest efektywna. To raczej kwestia konsekwencji i wyrobienia sobie dobrych nawyków. Zamiast jednego dużego przelewu ustaw cykliczny, comiesięczny przelew na małą kwotę i poinformuj o tym fundację – dzięki temu, będą mogli planować swoje wydatki, a Twój budżet nie przeżyje szoku. Dopisz pomaganie do listy rachunków – w końcu bardzo miło jest uświadomić sobie, że oprócz czynszu, ZUSu i spotifaja, Twoje pieniądze kupują komuś jedzenie czy edukację.

 

5. Jest decyzja, jest działanie
Jeśli się już zdecydujesz, to zacznij to robić. Bez odkładania na później, na następny miesiąc, jak zmienisz pracę i tak dalej. Jak dobrze wiesz, niektóre rzeczy można przekładać w nieskończoność – jeśli udało Ci się już podjąć decyzję, to połowa drogi za Tobą. Teraz wystarczy pomagać.

 

One thought on “Jak pomagać?

  1. „W internetach krążą śmieszki, że twoje lajki nic nie dają, ale jednak dają – każda interakcja z postami fundacji czy NGOsa sprawia, że jest on widoczny dla szerszej publiki i może trafić do większej ilości ludzi. Polub, udostępnij, skomentuj – to przecież sekunda roboty!”
    Jak widzisz cały newsfeed „zawalony” takimi żebrolajkami, to oczywiste, że nie pomożesz każdemu z nich – bardzo prawdopodobne, że żadnemu z nich. Samo udostępnianie jednak niewiele daje, już lepszy efekt daje wrzucenie faktury, czy skrin przelewu na fundację, bądź osobisty post/historia związana z fundacją, czy czymkolwiek innym – tak myślę.

Dodaj komentarz

Top